Słowo na IV Niedzielę Wielkanocną, 15.05.2011 roku



(J 10,1-10)

      "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych".
      Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony - wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby /owce/ miały życie i miały je w obfitości".



      Pewne obrazy biblijne tracą w naszych czasach swoją czytelność, bo Ewangelie spisywane prawie przed dwoma tysiącami lat, były adresowane do innych odbiorców, mających inne doświadczenia, inną mentalność, zawód, język. Dlatego gdy chcemy odczytać uniwersalną i ponadczasową treść Słowa Bożego, musimy przełożyć te przypowieści i porównania na nasze pojęcia i wyobrażenia.
      Bo kto z nas wie coś o pasieniu owiec? Może najstarsi, którzy w swoim dzieciństwie pilnowali paru owieczek na skraju lasu, albo turyści, którzy lubią włóczęgę po Beskidzie Niskim i Bieszczadach, gdzie jeszcze dziś można spotkać ostatnie już chyba kierdle po kilkaset sztuk owiec. Ale za kilka lat obraz pasterza stanie się dla nas zupełnie egzotyczny i obcy. Dlatego musimy się mocno wczytać w treść tej Ewangelii, aby wychwycić z niej to, co najważniejsze.
      Otóż w górach niejednokrotnie obserwowałem, jak owce potrafią rozpoznać swego opiekuna. Może on je nawet wzywać po imieniu, a one przychodzą po kawałek chleba. Ale do obcego nie podejdą, nawet gdy będzie je wabił całym bochenkiem. Nie mogłem się też nadziwić, jak ogromne, kilkaset sztuk liczące stado owiec, idzie całymi kilometrami po stromych górach i lasach, prowadzone przez jednego tylko pasterza i dwa przyuczone psy. Owce to potrafią i dobrze na tym wychodzą, a my, ludzie, nie?
      Dlaczego tak trudno przychodzi nam zaufać Chrystusowi, by iść Jego drogą, według Jego wskazówek? Drogą może i trudną, ale na pewno bezpieczną i właściwą? Bóg nikomu nie wyrządził krzywdy, kocha nas miłością bezgraniczną, zdolną do największej nawet ofiary - co pokazał w swoim Synu. Dlaczego więc Mu nie ufamy?
      Może dlatego, że Go nie znamy, albo znamy nie dość dobrze, nie osobiście, lecz pośrednio, przez katechizmowe formułki, różnego rodzaju mity i fałszywe wyobrażenia? Może nasz obraz Boga, a zwłaszcza Chrystusa, jest zafałszowany, prymitywny, nie ten - i dlatego takiego Boga nie potrafimy zaakceptować, pokochać ani Mu zaufać, tylko się Go lękamy? Może chrześcijanie dają złe świadectwo? A może trapią nas różne wątpliwości i pytania: dlaczego tyle niesprawiedliwości na tym Bożym przecież świecie, skąd tyle niezawinionego cierpienia itp.
      Ale zauważmy, że to nie Bóg jest za to odpowiedzialny, lecz człowiek, więc nie możemy naszą winą obciążać Boga. Wręcz przeciwnie, Bóg sam bierze na siebie największą odpowiedzialność i skutki naszych grzechów, solidarnie uczestniczy w naszym losie - jak dobry pasterz, który przecież mógłby się położyć wygodnie na leżaku przed szałasem i owce puścić samopas, a jednak nie, chodzi cierpliwie z nimi po największych wertepach, aby zapewnić im bezpieczeństwo i dobrą trawę.
      Chrystus przyszedł po to, abyśmy mieli życie, i to w obfitości! To jest Jego oferta dla nas. Problem leży może jeszcze w tym, że nie jest to oferta jedyna: świat także podsuwa nam swoje propozycje. Często są one bardzo necące i atrakcyjne, ale biada człowiekowi, który im bezkrytycznie zaufa! Nikt jeszcze nie zawiódł się na Bogu i Jego słowie, wielu natomiast żałowało, że posłuchało obietnic świata. Komu zaufasz Ty?




... treść rozważania z poprzedniego tygodnia